Był weekend . Ten głupi kogut nawet pieje rano w sobotę . Kiedyś go zatłukę i zrobię rosół ! Spojrzałam na moją ceglastą Nokię bo komuś zależało się ze mną skontaktować . Patrzę a tu dzwoni Max . Odebrałam . Przecież ostatnio ja mu radziłam w sprawach sercowych .
- Tak , Max ? – jeszcze zaspanym głosem się go zapytałam – Czemu dzwonisz tak wcześnie ?
- Wiedziałem że nie śpisz . Poszedłem do Corneli z tym bukietem tulipanów pod jej dom. – słyszałam że mówił głosem tak smutnym ze cały świat poszarzał nagle .
- I co ? Co powiedziała i co zrobiła Ci ta wredna żmija !- poczułam się jak jego dobra przyjaciółka .
- Powiedziała żebym się walił na ryj bo ona nie chciała by się spotykać z kimś takim jak ja .
Zrobiło mi się tak przykro , tak mu współczułam – O nie ! Tak to nie będzie Max . Już ja jej pokarzę . Coś ci jeszcze zrobiła , mów .
- Teraz ta wiadomość jest na forum szkolnym . Idę się chyba zabić , wiesz ?
- Max ty nie rób nic głupiego ! Dla tej głupiej, pustej lalki chcesz skończyć życie ?! A z reszta Ellie jest wolna .- pomyślałam że swatam Ellie i Max’a .
-Ellie !? No w sumie ona też mi sie podoba i to bardzo . Nawet chyba bardziej niż Cornelia .
- Pomogę ci ! Wezmę Ellie i przy moście masz być ! O 14 bo mam za dużo obowiązków . Pa !
- Cześć .
Wyszłam z domu . Wzięłam Daisy i poszłyśmy do lasu . Stanęłam . Spojrzałam w oczy mojej kochanej klaczki . Była dla mnie duszą mojej matki . Po chwili zamysłu i płaczu ruszyłyśmy dalej . Nagle zobaczyłam że coś się rusza w krzakach . Zostawiłam Daisy przy świerku . Podchodziłam powoli . No nie może być ! Kotka sąsiadów którzy mieszkali po drugiej stronie lasu urodziła trzy małe kociaki . Bell zdaje sie że mnie rozpoznała , wzięła małego kociaka w pyszczek i przyniosła pod moje nogi . Zamiauczała . To chyba znaczyło że mam się zaopiekować tym malutkim kociaczkiem . Nie myślałam ani chwili . Poszłam do mojej „bazy” którą zbudowałam z Ellie jak byłyśmy małe . Był tam stary kocyk . Wzięłam kocią mamę i jej dzieci do domu . Daisy zostawiłam na naszym podwórku , niech wyciągnie te stare nogi . Kotki położyłam przy kominku , żeby się rozgrzały . Dałam im jeść i siedziałam przy nich . Doszłam do wniosku że chyba mama dała mi te małe cuda . Zastanawiałam sie komu oddać te maluchy . Państwo Side na pewno by nie wzięli tych pomieszanych kociaków . Przecież Bell była rasowym kotem i brzydzili się jakimikolwiek mieszańcami . Dla nich mieszaniec to był kundel , dachowiec dla mnie nie było czegoś takiego . Każde stworzenie zasługuje na godne zachowanie nawet Cornelia . Zaraz , zaraz …. Cornelia …. To jest to ! Jej oddam małego kotka . Ona przecież tak kocha koty ! Sama ma dwa i może z tego się ucieszy . Miałam jej numer telefonu więc zadzwoniłam .
- Cornelia ? Cześć tu Bridget . – wahającym głosem wypowiedziałam to zdanie
- Tak , cześć . Czego chcesz biedaczko ! – jak zwykle chamówa na maksa .
- Czy może nie zechciałabyś kotka ? Bo znalazłam w lesie kotkę która się okociła i pomyślałam o tobie .
- Ko-ko-kotka ? Naprawdę chcesz mi go dać ?
- Tak , chcę tylko musiała byś się do mnie pofatygować .
- Dobra będę za pół godzinki . Brat mnie przywiezie ! – entuzjazm poczułam przez słuchawkę .
Cornelia była o 13 . Wybrała kota i pojechała do domu . Przeprosiła mnie i podziękowała . Nigdy nie widziałam takich pięknych przeprosin . o 13.30 wyszłam na spotkanie z Ellie i Max’em . Trzeba było to załatwić raz a dobrze ! Spotkaliśmy się na moście .
- Ellie ? Chyba chcesz coś powiedzieć Max’owi ? – zapytałam.
- N-n-n-no tak . Ma-ma-max bo ty mi się …. podobasz – to ostatnie słowo wyszeptała . Ellie zwaliła całą akcję bo się zaczęła jąkać .
Max podszedł do niej spojrzał jej głęboko w oczy , chwycił za rękę i pocałował ja w policzek . Ja nie zauważalnie się usunęłam z miejsca akcji , zostawiając im trochę prywatności . Czekałam na ojca . O 22 mój tata był w domu . Podleciałam do niego i go przytuliłam . Zawsze go przytulałam . Może chciałam załatać dziurę po mamie którą miał w sercu . Mama też tak robiła , ale chyba przywoływałam mu te wspomnienia . To była moja najukochańsza osoba .
- Tato ? Coś się stało ? – widać było po nim że tak . Przecież znam go już 14 lat .
- Kochanie , och Bridget , wyrzucili mnie z pracy . – miał łzy w oczach .
- Jak to ?
- Były zwolnienia i padło na mnie – wtedy to naprawdę sie rozpłakał . – I co my teraz zrobimy ?
- Tato nie martw się ja pójdę do jakiejś dodatkowej pracy . Po szkole .
- Jest mi wstyd . I tak nie mamy z czego żyć .
Poszłam do pokoju . Myślałam godzinami . Znalazłam w plecaku numer do rodziców Connor’a i pamiętałam że poszukiwali kogoś do koni . A ja przecież znam się na nich ! Zaczęłam czytać moją ulubioną książkę … I przy niej zasnęłam …
.......
Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :)
Rozdział świetny choć fabuła za szybko się rozwija.Powinno być też trochę więcej opisów.Idę czytać pozostałe rozdziały.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
W.G