poniedziałek, 28 stycznia 2013

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 4.

Radzę włączyć :  
Z Ellie zaczęłyśmy próby do konkursu. Dobrze mi szło ale moja stara rozklekotana gitara fałszowała. Może miała grypę jak ja parę tygodni wcześniej? Zaraziłam ją? No cóż chyba nie zagramy w tym konkursie.
- Ellie? Czy ty słyszysz jak ta gitara fałszuje?
- Tak słyszę no cóż, ile ona ma lat?
- W sumie to 20 lat będzie. Pudło rezonansowe do niczego - smutek ogarną moją duszę - ale  skąd ja wezmę pieniądze na nową?
- Poczekaj niech pomyślę. Mój tata ma gitarę której poszła jedna struna. Tylko ją naprawić i będzie jak nowa. Jeszcze tylko wyczyścić i będzie grać.
- Ale i tak nie mogę jej przyjąć. Pożyczyć mogę ale tak na własność? Nigdy.
- Oj przestań! Mój ojciec ma tego gromadę, zapytam się go jeszcze. A z resztą, na pewno pozwoli przecież nasi rodzice się przyjaźnią. - powiedziała to z błyskiem w oku Ellie.
- Dobra niech ci będzie - uznałam że dalsza kłótnia z nią nie ma sensu.
Moja błyskotliwa przyjaciółka zadzwoniła po ojca a ten jak na zawołanie przyjechał. Dał mi gitarę już naprawioną bo zdążył pojechać do lutnika. Instrument był piękny. Z Ellie skończyłam próbę i musiałam iść do pracy. Jeszcze weszłam do Daisy. Staruszka, już słabo się na nogach trzymała. Wiedziałam że muszę powoli choć nieubłaganie przyzwyczajać się że zdechnie. No cóż, prawo natury. Do Connor'a szłam piękną łąką na której było mnóstwo małych zwierzątek. Biegały jelonki, nawet miałam kiedyś takiego pod opieką. Matka biedaka porzuciła. Niestety potem szybko zdechł bo był chory.
Rodzice Connor'a mieli piękny dom. Poszłam za budynek, gdyż tam były stajnie. Były tam piękne cztery klacze: Destiny, Molly, Amante, Rules i jej źrebak Ernie. Mały był cudowny. Siwek, miał błękitne oczy i czarną skarpetkę na jednej nodze. Oporządziłam konie, poprowadziłam Destiny na lonży. Miałam już wracać do domu kiedy zjawił się syn pracodawców.
-Cześć Bridget! - zawołał z oddali.
Ja kiwnęłam mu głową i trochę się zawstydziłam by byłam cała brudna.
- Jak tam moje konie? Nie składają żadnych zastrzeżeń na ciebie, to musi być dobrze.
- Staram się nimi zajmować jak najlepiej.
- Och, oczywiście. Głupio się pytam. Czy pojedziesz ze mną na przejażdżkę? Potrzebuję towarzystwa.
- W sumie to mogę jechać co mi tam szkodzi.- marzyłam o takiej chwili, tylko nie wiedziałam że spełni się tak szybko.
Connor pozwolił mi wziąć Molly a sam zaś dosiadł najbardziej krnąbrnej klaczy - Amante. Te imię mogło zmylić. W jej oczach płonął ogień a w sercu walka. Martwiłam się o niego ale wiedział co robi. Chyba? Wyruszyliśmy. Spokojnie kłusem po malowniczej łące na której trawa robiła się coraz zieleńsza, a kwiaty zaczęły kwitnąć. 
- Connor, według mnie wiosna to najpiękniejsza pora roku!
- Tak. Masz rację. Hmmm, zatrzymajmy się.
Zsiedliśmy z koni. Molly i Amante poszły pohasać po łąkach. On spojrzał w moje oczy tak głęboko że zobaczył kawałek mojej duszy.
- Bridget ?
- Tak, o co chodzi?
- Bo ja... No... Dobra nie będę owijać bo to i tak nie ma sensu! KOCHAM CIĘ! Zawsze cię kochałem, odkąd pamiętam. Tylko się wstydziłem. Bałem się. Jesteś inna niż te wszystkie plastiki. Szczera, miła, opiekuńcza, troskliwa i mugłbym tak wymieniać w nieskończoność. Kocham cię. - powtórzył. Tak ciepło na sercu nigdy mi nie było.
- Connor, ja ciebie też kocham i to też od dawna. Ja, przecież wiesz jestem nieśmiała i to bardzo. Też się bałam. 
Wtedy on mnie przytulił i pocałował w policzek. Byłam najszczęśliwsza na świecie. Zdarzyła mi się najlepsza rzecz od poznania Ellie. 
- Chodź Bridget, odprowadzę cię do domu. Już się ściemnia.
- Dziękuję.
Szliśmy drogą do mojego małego królestwa na skraju lasu. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
- Pokarzę ci moją klacz Daisy, chcesz?
- Masz konia? Tak, jasne chcę.
Zaprowadziłam go do stajni. Przeżyłam szok. Moja kochana staruszka oddychała resztkami sił. Czy nadszedł jej czas? Błagam nie teraz...
- Boże, pomóż jej!
- Zadzwonię po weterynarza, spokojnie. Nie płacz, uspokój się.
Przytulił mnie i czekaliśmy na wybawienie dla klaczy. Kiedy pan Brown przyjechał stwierdził że dla niej przyszedł już czas, koniec jej życia. Wyłam tak strasznie że w ogóle nie chciałam wyjść z boksu. Connor zdzwonił do matki i zapytał czy może zostać u Max'a na noc. Oczywiście potem dał znać jemu o tej sprawie. Mój ojciec był na nocnej zmianie w dorywczej pracy. Jak zwykle nie było go kiedy był potrzebny. Przy śmierci mamy było tak samo. 
- Już nie płacz, misiu.
- Zrozum to że ta stara szkapa jest moim całym życiem. To jest ostatnia istota która została mi po matce. Zrozum.
- Nie wiedziałem, spokojnie no przytul się, cicho już, spokojnie.
-Nie mogę. Jakie będzie moje życie bez niej. Jakie? Co ty byś zrobił gdyby tobie zdechła Amante albo Molly?
- I tak kiedyś zdechną. Liczę się z tym, jak najbardziej. Tez tego sobie nie wyobrażam. 
W końcu usiadłam spokojnie z tą straszną myślą. Położyłam głowę na ramieniu Connor'a i zasnęłam.
Spałam dobre osiem godzin.
- Ej, obudź się ! 
- Hmm co? - zaspana była strasznie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jego twarz. 
-Spójrz, na Daisy !
Bałam się. A co jeśli leży tylko że już martwa? Jednak nie. Ona stała sobie o własnych siłach zajadając łapczywie siano i popijając wodą. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. 
- Jeju która godzina? Daisy nie rób tak więcej bo marchewek nie dostaniesz! - szczęśliwa przytuliłam ją a potem mojego ukochanego chłopaka. Czyli weterynarz się mylił? Zawsze wiedziałam że te wykształciuchy kłamią zawsze aby tylko kasę wyciągnąć. Byłam teraz największą szczęściarą 


.......

Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :)
Jeśli chcecie 5 rozdział dajcie do tego wpisu 2 komentarze. Nie będę pracować za darmo !

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 3.


Przez ostatnie dni nie działo się nic nowego . Po łażeniu , po lesie , na most i z powrotem przeziębiłam się i to strasznie. Cały tydzień nie było mnie w szkole . Zadzwoniłam do rodziców Connor’a . Przyjęli mnie do pracy ! Tylko muszę wyzdrowieć .
Zaraz następnego dnia poszłam do szkoły było mi dużo lepiej. Na pierwszą lekcję weszłam z małym opóźnieniem . Gdy weszłam zapanowała cisza . Connor spojrzał szarmanckim spojrzeniem w moją stronę . Cornelia uśmiechała się błogo jak by czuła ulgę i zadowolenie .Tylko Ellie i Max nie patrzyli się w moją stronę tylko na siebie , wykonałam nawet porządny kawał roboty ! To była akurat godzina wychowawcza .
- Oj Bridget , Bridget . Ty znowu się spóźniłaś . – z przyjaznym uśmiechem powiedziała pani Red.
- Przepraszam , bo ja …
- Ty mi się nie tłumacz dziecko ! Pani Howkins powiedziała że masz talent muzyczny i mam coś dla ciebie .- nauczycielka podniosła kopertę i skierowała ją w moją stronę .
- C-co t-to ? – ze strachu zająknęłam się i chwyciłam kopertę .
- Przeczytaj .
Usiadłam do ławki . Ellie patrzyła się na moje drgające ręce . Wzięłam oddech i otworzyłam list. Zobaczyłam napis „Konkurs muzyczny dla gitarzystów ” . Uśmiechnęłam się jak to zobaczyłam i zmartwiłam . Konkurs miał być z zespołem w ten piątek . To tylko 5 dni na przygotowanie . Postanowiłyśmy z Ellie że założymy zespół „Escape you” bo tak nam się ta nazwa spodobała . Po lekcjach Cornelia mnie dogoniła bo chciała porozmawiać .
- Jedna rzecz mnie zastanawia … Czemu dałaś mi tego małego kociaka ? – jej oczy błyszczały jak nigdy.
- W ogóle to miałam ci go nie dawać . By byłaś wredna .
- Tak wiem .
- Ale nawet taki mały kotek zasługuje na miłość … jak Max.
- Ehh
- On walczył o ciebie , chciał się zabić . Mogłaś przynajmniej mu to powiedzieć delikatnie a nie na forum szkoły wstawiasz ! – wkurzyłam się .
- Ale ja tego na forum nie wstawiłam . Była u mnie wtedy Destiny , o nie ! To ona to wstawiła ! – była bardzo zdenerwowana.
- Ja muszę to załatwić . Cześć !
- paa !
Dalej wróciłam do domu z Ellie i przez cały dzień nic sie potem nie działo .

............


Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :)

Tak, wiem krótki to tylko wprowadzenie do następnych wydarzeń :3

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 2.


Był weekend . Ten głupi kogut nawet pieje rano w sobotę . Kiedyś go zatłukę i zrobię rosół ! Spojrzałam na moją ceglastą Nokię bo komuś zależało się ze mną skontaktować . Patrzę a tu dzwoni Max . Odebrałam . Przecież ostatnio ja mu radziłam w sprawach sercowych .
- Tak , Max ? – jeszcze zaspanym głosem się go zapytałam – Czemu dzwonisz tak wcześnie ?
- Wiedziałem że nie śpisz . Poszedłem do Corneli z tym bukietem tulipanów pod jej dom. – słyszałam że mówił głosem tak smutnym ze cały świat poszarzał nagle .
- I co ? Co powiedziała i co zrobiła Ci ta wredna żmija !- poczułam się jak jego dobra przyjaciółka .
- Powiedziała żebym się walił na ryj bo ona nie chciała by się spotykać z kimś takim jak ja .
Zrobiło mi się tak przykro , tak mu współczułam – O nie ! Tak to nie będzie Max . Już ja jej pokarzę . Coś ci jeszcze zrobiła , mów .
- Teraz ta wiadomość jest na forum szkolnym . Idę się chyba zabić , wiesz ?
- Max ty nie rób nic głupiego ! Dla tej głupiej, pustej lalki chcesz skończyć życie ?! A z reszta Ellie jest wolna .- pomyślałam że swatam Ellie i Max’a .
-Ellie !? No w sumie ona też mi sie podoba i to bardzo . Nawet chyba bardziej niż Cornelia .
- Pomogę ci ! Wezmę Ellie i przy moście masz być ! O 14 bo mam za dużo obowiązków . Pa !
- Cześć .
Wyszłam z domu . Wzięłam Daisy i poszłyśmy do lasu . Stanęłam . Spojrzałam w oczy mojej kochanej klaczki . Była dla mnie duszą mojej matki . Po chwili zamysłu i płaczu ruszyłyśmy dalej . Nagle zobaczyłam że coś się rusza w krzakach . Zostawiłam Daisy przy świerku . Podchodziłam powoli . No nie może być ! Kotka sąsiadów którzy mieszkali po drugiej stronie lasu urodziła trzy małe kociaki . Bell zdaje sie że mnie rozpoznała , wzięła małego kociaka w pyszczek i przyniosła pod moje nogi . Zamiauczała . To chyba znaczyło że mam się zaopiekować tym malutkim kociaczkiem . Nie myślałam ani chwili . Poszłam do mojej „bazy” którą zbudowałam z Ellie jak byłyśmy małe . Był tam stary kocyk . Wzięłam kocią mamę i jej dzieci do domu . Daisy zostawiłam na naszym podwórku , niech wyciągnie te stare nogi . Kotki położyłam przy kominku , żeby się rozgrzały . Dałam im jeść i siedziałam przy nich . Doszłam do wniosku że chyba mama dała mi te małe cuda . Zastanawiałam sie komu oddać te maluchy . Państwo Side na pewno by nie wzięli tych pomieszanych kociaków . Przecież Bell była rasowym kotem i brzydzili się jakimikolwiek mieszańcami . Dla nich mieszaniec to był kundel , dachowiec dla mnie nie było czegoś takiego . Każde stworzenie zasługuje na godne zachowanie nawet Cornelia . Zaraz , zaraz …. Cornelia …. To jest to ! Jej oddam małego kotka . Ona przecież tak kocha koty ! Sama ma dwa i może z tego się ucieszy . Miałam jej numer telefonu więc zadzwoniłam .
- Cornelia ? Cześć tu Bridget . – wahającym głosem wypowiedziałam to zdanie
- Tak , cześć . Czego chcesz biedaczko ! – jak zwykle chamówa na maksa .
- Czy może nie zechciałabyś kotka ? Bo znalazłam w lesie kotkę która się okociła i pomyślałam o tobie .
- Ko-ko-kotka ? Naprawdę chcesz mi go dać ?
- Tak , chcę tylko musiała byś się do mnie pofatygować .
- Dobra będę za pół godzinki . Brat mnie przywiezie ! – entuzjazm poczułam przez słuchawkę .
Cornelia była o 13 . Wybrała kota i pojechała do domu . Przeprosiła mnie i podziękowała . Nigdy nie widziałam takich pięknych przeprosin . o 13.30 wyszłam na spotkanie z Ellie i Max’em . Trzeba było to załatwić raz a dobrze ! Spotkaliśmy się na moście .
- Ellie ? Chyba chcesz coś powiedzieć Max’owi ? – zapytałam.
- N-n-n-no tak . Ma-ma-max bo ty mi się …. podobasz – to ostatnie słowo wyszeptała . Ellie zwaliła całą akcję bo się zaczęła jąkać .
Max podszedł do niej spojrzał jej głęboko w oczy , chwycił za rękę i pocałował ja w policzek . Ja nie zauważalnie się usunęłam z miejsca akcji , zostawiając im trochę prywatności . Czekałam na ojca . O 22 mój tata był w domu . Podleciałam do niego i go przytuliłam . Zawsze go przytulałam . Może chciałam załatać dziurę po mamie którą miał w sercu . Mama też tak robiła , ale chyba przywoływałam mu te wspomnienia . To była moja najukochańsza osoba .
- Tato ? Coś się stało ? – widać było po nim że tak . Przecież znam go już 14 lat .
- Kochanie , och Bridget , wyrzucili mnie z pracy . – miał łzy w oczach .
- Jak to ?
- Były zwolnienia i padło na mnie – wtedy to naprawdę sie rozpłakał . – I co my teraz zrobimy ?
- Tato nie martw się ja pójdę do jakiejś dodatkowej pracy . Po szkole .
- Jest mi wstyd . I tak nie mamy z czego żyć .
Poszłam do pokoju . Myślałam godzinami . Znalazłam w plecaku numer do rodziców Connor’a i pamiętałam że poszukiwali kogoś do koni . A ja przecież znam się na nich ! Zaczęłam czytać moją ulubioną książkę … I przy niej zasnęłam …


.......

Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :)

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 1.


Jest piękna , wczesna wiosna . Wszystko budzi sie  do życia . Jak ja uwielbiam wiosnę ! Jak zwykle wstałam o piątej rano . Czemu tak wcześnie ? No tak … Taki jest los biednej dziewczyny mieszkającej dwa kilometry od szkoły . W sumie to bym doszła w pół godziny , przecież mam długie nogi . Niestety mam obowiązki .  Nakarmić kury i koguta Jack’a który zawsze pieje o piątej . Mam przynajmniej budzik i nie muszę go nastawiać . Nakarmić starą szkapę , moją kochaną klaczkę – Daisy . Ona jest stara , nie wiem co zrobię jeśli zdechnie . To jedyna pamiątka po matce . A mama ? Zmarła kiedy miałam 6 lat . Pamiętam jej uśmiech , kolor oczu i chęć do życia , niestety , białaczka to poważna choroba . Dobrze że mam ojca . Trochę rozgarnięty i nadopiekuńczy ale jest dobry . To on nauczył mnie grać na gitarze , naprawiać pralkę czy odetkać zlew . No cóż obowiązki . On pracuje od dnia do nocy , kiedy miał zespół lepie nam się powodziło , ale śmierć przyjaciela zakończyła karierę „Pobitych wazonów” …
-Okej , zrobione – entuzjazm że udało mi się do 7.20 zrobić moje obowiązki. Ubrałam się i  wyszłam z domu . Wcześniejszego dnia padał deszcz i cała droga jest nie do przejścia . No ale trzeba iść . Dzisiaj przecież sa dwie kartkówki i sprawdzian . Idę teraz po moją przyjaciółkę – Ellie . Ellie znam odkąd zmarła mi matka. Jak by los odebrał mi jedno a dał drugie . Ona jest bardzo ładna . Jestem od niej trochę wyższa ale ma śliczną i przyjazną twarzyczkę . Jej można powiedzieć wszystko . Mieszka na zakręcie , pół kilometra od szkoły . Szybko doszłam . 20 minut ? Nowy rekord .
Ellie już czekała przed domem . Pomachała mi i podbiegła . Od razu zobaczyłam jej błękitne oczyska i roześmianą twarz .
-Cześć Bridget !  - jej głos od razu poprawił mi humor – Dasz mi odpisać z tej kartkówki z chemii bo nic z tego nie rozumiem ? – wyraziła to swoim żalącym się głosem i pieskimi oczami .
- Tak jasne . – i poszłyśmy do szkoły .
Dalej rozmawiałyśmy i doszłyśmy do szkoły . Byłyśmy w szatni kiedy rozległ sie dźwięk dzwonka . Pierwsza była chemia . Weszłyśmy do klasy . Pierwsze moje spojrzenie padło na Connor’a . On był boski ! Ładny a do tego inteligentny . Byłam w nim zakochana od podstawówki . Cornelia – mój największy wróg – spojrzała się się spod byka . Jak zwykle dalej jej pseudo przyjaciółeczki zaczęły się śmiać i pufać na mnie. No przecież nie mogły inaczej zacząć dnia . Dalej wszystkie lekcje przeminęły szybko . Ostatnia była muzyka . Pani Howkins zaczęła sprawdzać obecność . I zaczęła się moja niedola .
- Bridget ! Wstań ! – krzyknęła jak by zaczęło się palić . Posłusznie wstałam i moje spojrzenie stłamsiło surową nauczycielkę .
- Tak , proszę pani ? W czym mam pomóc ? – to zdanie wypowiadałam na każdej lekcji . Byłam pomocnicą naszej kochanej pani Alex. Kochałam muzykę ale tej baby nienawidziłam . Spodobało się jej wykorzystywać moją dobroć i rękę do kwiatów .
- Nie , nie potrzebuję pomocy . No chodź tu ! – jej rozkazy dołowały moją dumę . Posłusznie stanęłam przy niej , spojrzała na mnie – Słyszałam dziecino że na gitarze grasz ?
Spojrzałam się na Ellie . Widać było po niej że jest zdziwiona – Ja … Pro – proszę pani ? Ależ nie to … jakieś plotki , ja nie umiem – zaprzeczałam choć wiedziałam że jest inaczej .
- Oj Bridget , Bridget . Ty mnie nie oszukuj tylko wyciągaj ze schowka gitarę i siadaj przy mnie – znowu , rozkazy.- Zagraj mi kochanie , jakąś melodyjkę – jej wredny głos kompletnie mnie załamał .
Zagrałam kawałek 1D bo był dosyć prosty . Dziewczyny z klasy – directionerki – Vera , Monica , Claudia i Kate klaskały i krzyczały . Pokręciłam głową . Najwidoczniej to zauważyły i przestały . Cornelia , oczami zazdrości wodziła po mnie od góry do dołu . Tylko Connor , spojrzał w moje oczy a ja poczułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie . Max nasz klasowy błazen wstał , podszedł i powiedział do mnie :
- Wiedziałem że grasz i powiedziałem to pani – zaniemówiłam
- Jak mogłeś się tego dowiedzieć to była tajemnica ! – przytkną usta do mojego ucha i zaczął mówić .
- Ja wiem też ze marzysz , o byciu sławną gitarzystką , wiem ze jesteś sama z ojcem , wiem że jesteś śliczna jak cholera , wiem … że Ciebie kocham . – wyszeptał te dwa słowa . W sumie był nawet ładny ale go nie kochałam .
- Posłuchaj pogadamy po szkole , ok ? – zdezorientowana byłam w tamtym momencie .
Muzyka dobiegła końca i wyszłam z Max’em za szkołę a Ellie schowała się za rogiem .
- Słuchaj … Max , jesteś ładny , miły ale ….
- Ale co ! – przerwał mi w pół słowa
- Ja ciebie nie kocham – poczułam się jak ostatnie bydle .
- No tak , muszę się z tym liczyć . Wiesz co ? Bo ja to trochę zmyśliłem bo inaczej nie poszłabyś ze mną pogadać – zrobiło mi się lepiej ale byłam bardziej zła .
- No mów już – poczułam że muszę mu pomóc .
- Bo ty jesteś ładna i wg. mi się podoba Cornelia i nie wiem co zrobić – myślałam o jego sprawach sercowych , wiedziałam że to powie . Ale też myślałam że powie o Ellie albo chociaż by Kate . No cóż serce nie wybiera .
- Cornelia ? Tak szczerze , to wiesz że to mój wróg ? – pytanie retoryczne do Max’a to coś dla niego nowego .
- No wiem . Ale ty jesteś skryta i nikomu nie wygadasz , ufam ci ! Rozumiesz ?
- Tak rozumiem . Kup jej wielki bukiet stokrotek albo tulipanów (bałam się powiedzieć : róże , bo by ją jeszcze pokaleczył albo coś) idź pod jej dom i jej powiedz co czujesz . Tylko to jest wredne stworzenie może cię wyśmiać i potem to rozgada . – dałam mu rady jak prawdziwa kumpela .
- Tak , muszę pomyśleć , dzięki , ja lecę . Cześć – uśmiechną cię i kurc galopkiem poleciał w stronę domu .
Opowiedziałam Ellie cała zaistniałą sytuację i wracałyśmy w śpiewie przebudzonych wróbelków do domu.


.......

Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :) ;3