sobota, 9 marca 2013

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 6.

Ponieważ była sobota postanowiłam się umówić z Connor'em na spacer. Nic mu nie mówiłam o zdarzeniu z poprzednich dni. Wolałam, żeby nie wiedział. Miał dla mnie jakąś niespodziankę ale ja nie wiedziałam co to było. No nic, trzeba było się dowiedzieć. Wyszłam z domu. Wiosna , wszędzie wiosna. Ten zapach trawy po prostu to było jak z innej planety ale jednak to było nasze. Ludzie powinni doceniać że wokół mają taką piękną przyrodę.
Z dala na drodze ujrzałam go. Biegł jak szalony.
- Cześć ! Jak ty dzisiaj ślicznie wyglądasz, jak zawsze - podszedł i pocałował mnie w policzek.
- Cześć, cześć. No to co to za niespodzianka?
- W swoim czasie ci powiem.
Nie wiedziałam o co może mu chodzić. Zaczynałam trochę żałować że z nim jestem. Powód ? Miałam dość tego że praktycznie cały czas nie dawał cienia romantyzmu. Wszystko, nasze uczucie wpadło w rutynę. Kiedyś wydawał się taki opiekuńczy i wesoły. Teraz był raczej nieczuły i arogancki. Na samym początku to chodziliśmy wszędzie za rękę. Od tygodnia jest właśnie taki chamski. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Ej, Connor, dokąd ty mnie prowadzisz ?
- Zobaczysz. Widziałam że jest spięty, nie wiedziałam dlaczego.
Zaprowadził mnie na łąkę na której wyznał mi miłość. Z dala zobaczyłam duże, niebieskie pudełko. W okół było dużo róż. Napracował się.
- C-co to jest ?
- To niespodzianka dla ciebie. Idź otwórz - wtedy się uśmiechnął.
Podeszłam, zamknęłam oczy i pociągnęłam za kokardę. Potem wyleciało z tego mnóstwo czerwonych balonów a na każdym były serduszka. Spojrzałam się na niego.
- Z jakiej to okazji ?
- Wiem, źe nie jestem idealny. Chciałbym, żebyś wiedziała jak bardzo cię kocham. Pzepraszam za ten tydzień, wiem, byłem oschły ale bałem się że to się nie uda, ta niespodzianka.
Podbiegłam do niego i  go przytuliłam. Znowu, na nowo zaczęłam go kochać.
- Brid, chodź. Pociągną mnie za rękę.
- Chciałem ci powiedzieć, że jesteś jedyna w swoim rodzaju. Wiem powtarzam ci to już setny raz ale bardzo, bardzo cię kocham.
Pocałował mnie. Jednak nie był to taki niewinny pocałunek w policzek tylko prawdziwy, o jakim mogła sobie pomarzyć inna dziewczyna. Mogłam sobie uświadomić, że naprawdę mam szcęście.
Rozmawiając, odprowadził mnie do domu. Kiedy odszedł, pobiegłam do Daisy.
Jak na swoje lata to nie źle się trzymała. Postanowiłam, że jednak pojadę na przejażdżkę. Po chwili byłam już na łące i galopowałam w najlepsze. Kiedy jechałam drogą zobaczyłam w rowie torbę. Byłam strasznie ciekawa co w niej jest więc to sprawdziłam. W środku był pies. Kundel, brązowy i nie był pierwszej daty. Przeklinałam w myślach ludzi którzy go tak wyrzucili. No nic. Wezmę go. Kiedy wróciłam do domu, Lesly - bo tak go nazwałam, machał ogonem jakby mnie polubił. Jednak trzeba było go umyć bo był strasznie brudny. Bez oporów to zrobiłam. O moim znalezisku postanowiłam powiadomić Ell.
- Hej Ellie !
- No cześć. Co tam się stało ?
- Znalazłam psa.
- Co!? Ale szczeniaka? - ona bała się trochę psów z niewiadomego pochodzenia.
- Nie. Jest to stary kundel. Taki mały. Wydaje mi się, że jest to mieszaniec yorka i sznaucera. Jest podobny do tych dwóch ras ale zawsze mogę się mylić.
- Tak. Przepraszam muszę kończyć. Cześć! - krzyknęła mi do słuchawki nawet nie zdążyłam odpowiedzieć. Co ja miałam zrobić z Lesly'm ? Do schroniska go nie oddam. Męczył by się tam. Może zostanie u mnie ? nie wiem muszę pomyśleć. Zaczęłam się bawić z moim nowym kumplem.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Pies nie zareagował. Postanowiłam, że sprawdzę kto to.
Okazało się, że to była Caroline. Była ona przewodniczącą samorządu szkolnego, z resztą bardzo popularna. Zdziwiło mnie to co to robiła.
- Cześć, co tam?
- Hej, słuchaj mam do ciebie sprawę. - powiedziała to ze swoim błuskiem w oku - Nasza szkoła nie ma fundyszy na DJ-a i chciałam cię poprosić o występ na dyskotece. Connor powiedział, że znajdzie odpowiednie piosenki. Ty byś tylko jakieś wolne grała czasami. To by jakoś urozmaiciło imprezę.
- Dobra, zgadzam się. Piosenki mam sama jakoś wymyślić czy dasz mi nuty?
- Wymyślić ? Zdążysz w tydzień ? Jak byś zdążyła to by było super.
- Nie takie rzeczy się wymyślało.
- Wow, to fajnie. Zapomniała bym, masz wejściówkę. Wejdź jak by co od strony sal gimnastycznych przed godziną 17. Cześć, muszę jeszcze parę osób zgadzać.
- Wejdz do Ell. Pa.
Byłam w stanie dzikiej euforii. Pobiegłam szybko przed moją szafę.
- No tak. Pójdę na tą dyskotekę z starych ciuchach . Fajnie, bardzo fajnie.
Moja wcześniejsza radość kompletnie wygasła. 


_____________________________________

Przepraszam, ze tak długo ale się uczyłam -.- .
I ten jeszcze taki krótki, ale chciałam go już dodać.


5-komentarzy następny :D
Dajta komentaa . Plizz :D

sobota, 23 lutego 2013

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 5. (dokończenie)


Przepraszam, że tak długo kochani . 
Nauka, nauka i coraz więcej nauki !!!

_________________________________________

Wybrałam numer na policję i dałam słuchawkę staremu Side'owi.
- Halo? Policja?
- Tak. Dzień dobry - odpowiedział głos w słuchawce.
- Chciałbym zgłosić, że w moim domu są złodzieje i pojmali wcześniej córki moich sąsiadów i zamknęli w piwnicy. Jednego dziewczynki otumaniły i zatrzasnęły w pomieszczeniu a drugi rozpija się w mojej kuchni winem z lat '70. Nie wiem czy coś ukradli, ponieważ zostaliśmy z moją żoną związani.
- Dobrze. Proszę zostać w pomieszczeniu i nigdzie się nie ruszać. Już jedziemy.
Przerwał połączenie. Na jego pomarszczonym czole pojawiły się jeszcze większe zmarszczki i krople potu. Widać było że się zdenerwował. Ja miałam w głowie istny bałagan. Przypomniało mi się że mam telefon w kieszeni. Zadzwoniłam do ojca.
- Cześć tato.
- Bridget? To ty? Nic ci nie jest ? - powiedział, a ja wyczuwałam przez słuchawkę jego zdenerwowanie.
- Tak to ja. Nic mi nie jest i Ellie też. Przyjedzcie pod dom Side'ów.
-To dobrze. Po co pod ich dom ? Nie rozumiem.
-Nie marudź tylko przyjeżdżajcie.
Zakończyłam wciskając czerwony przycisk komórki. Postanowiłam, że zejdę na dół i zwiedzę co tam u złoczyńców którzy nas porwali.
- Ell, idę na zwiady zostań tu - ona na te słowa pokręciła głową i odwróciła się plecami.
Nie chciała mieć więcej do czynienia z tymi facetami. Nadal była w szoku. Wymknęłam się z sypialni. Szłam korytarzem, gustownie urządzonym z piękną tapetą. Drewniana podłoga to był raczej nowatorski wymysł starego małżeństwa. Była bowiem wykonana ze starych beczek i na drewnianych klepkach widniały pieczęcie po najznamienitszych winiarniach w całej Francji. Cały ten dom był najdziwniejszym w okolicy ale no cóż mieli swoje marzenia i pasje i dobrze że je realizowali na stare lata.
Kiedy zeszłam na parter Bernie nadal siedział a raczej leżał w kuchni. Również pobiegłam zobaczyć co z Jack'iem. Zajrzałam przez dziurkę od klucza. Nadal leżał na ziemi. Potem bardzo szybko pobiegłam na górę. Umierałam ze strachu.
- I co kochanieńka? - zapytała pani Elizabeth troskliwym głosem.
- Właściwie to obaj są nieprzytomni.
Podeszłam do okna. Czekałam na wybawienie od policji a minuty się dłużyły w nieskończoność.
Wreszcie zobaczyłam czerwono-niebieski lampki. Wysiedli z samochodów i dali nan do zrozumienia żebyśmy pozostali w środku. Ja jednak wymknęłam się z pokoju.
Usiadłam na schodach i obsrwowałam całą sytuację. Właśnie wyprowadzali Berniego i Jack'a który ledwo zarejestrował co się z nim działo. Wbiegłam znowu na górę.
- Już jest dobrze ! Właśnie ich wyprowadzają.
Gdy wypowiedziałam to zdanie wszedł do pokoju gruby policjant ze stopniem inspektora. Rozejrzał się i rzekł :
- To byli bardzo groźni przestępcy. Właśnie ich szukaliśmy. Ostatnio ukradli obraz Kossaka z muzeum. Gratuluję państwu i wręczę później nagrodę pieniężną. Och ! Przepraszam nie przedstawiłem się ! Inspektor Maurycy Fischer.
- Dobrze tylko że to nie nasza zasługa za złapanie tych złych ludzi - powiedziała pani Side łagodnym głosem - to zasługa tych dwóch, odważnych dziewczynek. Bridget i Ellie.
- Ra-raczej nie moja - odezwała się El - tylko Bridget.
Maurycy Fischer podszedł do mnie, uścisnął mi dłoń.
- No dobra robota !
- Ale...
- Oj, jakaś ty skromna. Gdzie mieszkasz ?
- Na skraju lasu. Na przeciwko.
-Zaraz, zaraz to ty jesteś córką Alex,a ?
- Tak. O co chodzi?
- A ty mnie pewnie nie pamiętasz. Jestem Gwizdek, przyjaciel twojego ojca, kiedyś prowadziliśmy zespół pamiętasz?
- Tak oczywiście! Mój tata ostatnio właśnie narzekał że nie ma z kim pogadać.
W tym momencie wbiegł mój ojciec. Był cały spocony i czapkę miał krzywo naciągniętą na głowę. Podszedł i przytulił mnie tak mocno że ledwo mogłam oddychać.
- Ej ?! Nic mi nie jest.
- Ja się tak przestraszyłem.
Jego wzrok padł na inspektora.
- Gwizdek ?
- Alex, stary kumplu ! - jego uśmiech wtedy był jak wielki banan.
Oni rozmawiali a ja zastanawiałam się, cóż to może być za nagroda. Pieniądze? Przydały by się nam. Moje myśli przerwał potężny głos Maurycego.
- Ci przestępcy byli bardzo źli. No... wynagrodzenie jest .... spore.
- O jakiej wartości? - powiedział z ciekawości mój ojciec.
- 100 000... tyle. Tylko że ...
- O Jezu ! Co my z tym zrobimy ?
- Nie dokończyłem. Nie w złotych.... w dolarach.
Mojego tatę zamurowało. 100000 w USD ? To musi być sen.
- Alex, mam do ciebie jeszcze pewną sprawę ...
Wyszli. Ellie coś mi mówiła ale mój mózg się zamknął.
Byłam kompletnie roztrzęsiona. Teraz weszli rodzice Ell.
Już nie słuchałam. Błagałam mojego ojca w myślach, żeby zabrał mnie do domu.
- No Bridget, chodź do domu.
- Już idę.
Pożegnał się ze wszystkimi ale jeszcze Maurycy krzykną :
- Jutro przyjadę do ciebie z całą sumą !
Szliśmy szosą a Księżyc świecił tak pięknie, że nie można było myśleć o tym co było parę godzin wcześniej.

________________________________________

Ludu , macie to dokończenie. :D

Następny rozdział za max. 4 komentarze.

Nie jestem robotem który pracuje za darmo ! :3

czwartek, 7 lutego 2013

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 5.

Zbliżały się moje urodziny. 13 kwiecień, jak wielu uważało był pechowy ale rodzice zawsze powtarzali że to dla nich najszczęśliwsza liczba bo pod nią kryję się ja. No cóż dla każdego rodzica był by to ciekawy i najlepszy dzień. Miałam robić przyjecie urodzinowe. Małe ale za to huczne. Zaprosiłabym oczywiście Ellie, Max'a i Connor'a.
 W końcu dopadłu mnie myśli, a może nie będę robić? W sumie w moim małym, obskurnym domku to nie wypada. Nagle wyświetlacz mojej starej, ceglastej Nokii zaświecił się. Dzwoniła moja przyjaciółka.
- Cześć Bridget! Przypominam ci że za 5 dni są twoje urodziny!
- No jak bym nie pamiętała.
- Oj cicho bądź! Mam do ciebie interes. - nie podobało mi się gdy tak mówiła.
-No co tam? Błagam cię tylko nie tak jak ostatnio.
- Nie. Mam inny interes. Może zrobię u siebie te twoje przyjęcie urodzinowe a ty w zamian mi pomożesz na egzaminie z fizyki ty kujonie mój.
- Ale...
- Nie przyjmuję żadnego "ale"-weszła mi wpół słowa- to będzie ode mnie prezent na urodziny. Taki drobiazg.
- Jak tak bardzo chcesz to dobra. Dzięki.
- Wiedziałam ze się zgodzisz ! - powiedziała to i się rozłączyła.
No nic. Znowu będzie mi ratować tyłek z opresji. Nagle zadzwonił Connor. Nie miałam zamiaru odbierać. Nie miałam na nic siły. Byłam przytłoczona tym co się działo wokół. Po czterech nieodebranych połączeniach postanowiłam jednak odebrać.
- Halo ?
- Czemu nie odbierasz?!
- Hmm, byłam na podwórku. - zmyśliłam to, bo nie miałam zamiaru potem wysłuchiwać że się martwił.
- No to ... Co chcesz na urodziny? Właśnie jadę do centrum.
- Nie chcę nic. Możesz mi przynieść kwiatek koniczynki. Będę zadowolona.
- Eh, ty mi nie powiesz. Dobra sam coś wykombinuję. - rozłączył się.
Nigdy nie wiedziałam o czym myślał. Był zamknięty w sobie. Nie lubił opowiadać o rodzinie, Nie chwalił się. Był raczej lubiany w szkole za to ze był ładny. Czy ja wiem, może dlatego że kiedyś był z Cornelią ?
____________________________
Connor podczas kupowania prezentu ...
Muszę się skupić na prezencie dla niej. Jejku, nie mam pomysłów.  Może się zapytam Ellie? Zadzwonię do niej.
- Cześć Ellie. Masz może pomysł co kupić Bridget na urodziny?
- Coś ostatnio mówiła o tym że nie ma przyborów do rysowania. Wiesz węgle, ołówki, pędzle i tak dalej.
- No dzięki. Zawsze coś.
Wszedłem do sklepu. Nakupowałem tych różnych pędzili, ołówków, farb. Zacząłem myśleć co jeszcze jej kupić. Po krótkim czasie wpadł mi pomysł. Poszedłem do sklepu muzycznego.
-Dzień dobry !
- O witaj Connor, co tam potrzebujesz ?- właściciel sklepu to był mój sąsiad.
- Mam małe pytanie do pana. Czy pan wykonuje kostki do gry na gitarze na zamówienie ?
- Tak. A co ? Zaczynasz się uczyć na gitarze ?
- Nie to dla ... koleżanki.- musiałem skłamać bo zaraz by poleciał do moich rodziców i im nagadał - ma urodziny.
- Dobra już się biorę. Jak ma na imię koleżanka?
- Bridget. Na jutro może być ?
- Tak oczywiście.
Mam nadzieję że będzie zadowolona. Po zakupach wróciłem do mojego domu...
____________________________

Postanowiłam umówić się z Ellie na spacer. Był wieczór i tata niechętnie mnie wypuścił. Szłam drogą pełną wyboi i dołów. W dali zobaczyłam światło latarki. To musiała być Ell. Zawołała mnie. I nagle znikąd pojawił się czarny samochód. Mężczyzna wysiadł z auta i wciągną do środka moją przyjaciółkę. Zaczęłam krzyczeć ale dostałam czymś mocno w głowę i zemdlałam. Ocknęłam się po trzech godzinach. Słyszałam ciche szepty i głos nad moim uchem.
- Bridget, Bridget ocknij się !
- Już. Gdzie ja jestem ?
- Nie wiem. Ale chyba coś chcą nam zrobić.
- Ciii ! Ktoś tu idzie.
Byłyśmy w obskurnej piwnicy. Z małych szpar w suficie prześwitywało światło. Nagle ktoś otworzył drzwi. Stał w nich potężny człowiek w garniturze. Zachichotał i powiedział :
- Cholera, Jack obudziły się, chodź tu !
- Nie wrzeszcz baranie. Bo przestraszysz nasze zabawki. - zaśmiał się i podszedł do Bernie'go
- Dzień dobry kruszynki. - znowu wybuchł śmiechem i wszedł do pomieszczenia w którym przebywałyśmy. Ten drugi zamknął drzwi na klucz. Rozwiązał El.
- Dziewczynko powiedz ile masz lat ?
- Pię-piętnaście.
- A może chcesz mieć coś ze mną wspólnego, co ? Bo słyszałem że takie dziewczynki w twoim wieku to teraz wszędzie po kątach łażą .
- O co panu chodzi ?! Jak się mój ojciec dowie, że nas uprowadziłeś to będziesz miał taką higway to hell że popamiętasz!
- Dobra.- zaczął się do niej dobierać. Ja jakoś uwolniłam się niepostrzeżenie z węzłów. Chwyciłam deskę która tam leżała i uderzyłam go w głowę. Sprawdziłam czy przypadkiem go nie zabiłam ale puls był wyczuwalny. Ellie przytuliła mnie i podziękowała za ratunek.
____________________________
^Tymczasem w domu ... ^
- Hallo ? Harry czy u ciebie jest moja Bridget? Nie wróciła do domu o 19.30. Martwię się o nią.
- Alex, nie ma i Ellie też nie ma. Może coś im się stało? Przyjeżdżaj do mnie. Musimy razem pomyśleć.
Wyszedłem i szybko pobiegłem do domu Larry'ch. 
- Nie dzwoniły? Nic?
- Nic. Alex, mi się wydaje że coś bardzo, bardzo złego im się przytrafiło - wszyscy się rozpłakaliśmy ale wiedzieliśmy że jest promyczek nadziei.
____________________________
- Bridget co ja bez ciebie bym zrobiła !
- Dobra, musimy się stąd wydostać. - popatrzyłam po ścianach. Nie było żadnego okna. Jack przy swoim pasku miał klucz. Zabrałam go.
- Szybko, otwieraj te drzwi. - nalegała moja przyjaciółka.
- Nie ! Zobacz przez dziurę w drzwiach czy nie ma tam Bernie'go.
- Nie ma. Błagam otwieraj bo ja zaraz zwariuję.
Przekręciłam delikatnie klucz w zamku. Starałam się jak najciszej. Gdy weszłyśmy na piętro nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Był to dom państwa Side. Po pokoju przechadzała się ich kotka Bell. Wiedziałam jak wygląda wnętrze tego budynku bo często pomagałam staremu małżeństwu w sprzątaniu.
- Ell, mi się wydaje że oni się włamali albo coś zrobili Side'om. Musimy ich poszukać.
- Błagam cię, ja chcę stąd uciec.
- Cicho, słyszysz ?
Usłyszałam płacz starszej kobiety na górze. Pobiegłam tam. W kuchni siedział Bernie i pił piwo i ledwo co skojarzył fakty. Taki był pijany. Obie weszłyśmy do sypialni. Pani Elizabeth i pan Dave siedzieli na ziemi związani. Od razu ich rozwiązałam. Wszystko mi opowiedzieli i zadzwoniliśmy na policję z gabinetu.....

____________________________

Pisałam go trzy dni i jest ! 
Rozdzielę ten rozdział na dwa bo tak to by było drugie tyle :D
Postaram się do końca tygodnia skończyć.

Małe komentarze dacie ?

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 4.

Radzę włączyć :  
Z Ellie zaczęłyśmy próby do konkursu. Dobrze mi szło ale moja stara rozklekotana gitara fałszowała. Może miała grypę jak ja parę tygodni wcześniej? Zaraziłam ją? No cóż chyba nie zagramy w tym konkursie.
- Ellie? Czy ty słyszysz jak ta gitara fałszuje?
- Tak słyszę no cóż, ile ona ma lat?
- W sumie to 20 lat będzie. Pudło rezonansowe do niczego - smutek ogarną moją duszę - ale  skąd ja wezmę pieniądze na nową?
- Poczekaj niech pomyślę. Mój tata ma gitarę której poszła jedna struna. Tylko ją naprawić i będzie jak nowa. Jeszcze tylko wyczyścić i będzie grać.
- Ale i tak nie mogę jej przyjąć. Pożyczyć mogę ale tak na własność? Nigdy.
- Oj przestań! Mój ojciec ma tego gromadę, zapytam się go jeszcze. A z resztą, na pewno pozwoli przecież nasi rodzice się przyjaźnią. - powiedziała to z błyskiem w oku Ellie.
- Dobra niech ci będzie - uznałam że dalsza kłótnia z nią nie ma sensu.
Moja błyskotliwa przyjaciółka zadzwoniła po ojca a ten jak na zawołanie przyjechał. Dał mi gitarę już naprawioną bo zdążył pojechać do lutnika. Instrument był piękny. Z Ellie skończyłam próbę i musiałam iść do pracy. Jeszcze weszłam do Daisy. Staruszka, już słabo się na nogach trzymała. Wiedziałam że muszę powoli choć nieubłaganie przyzwyczajać się że zdechnie. No cóż, prawo natury. Do Connor'a szłam piękną łąką na której było mnóstwo małych zwierzątek. Biegały jelonki, nawet miałam kiedyś takiego pod opieką. Matka biedaka porzuciła. Niestety potem szybko zdechł bo był chory.
Rodzice Connor'a mieli piękny dom. Poszłam za budynek, gdyż tam były stajnie. Były tam piękne cztery klacze: Destiny, Molly, Amante, Rules i jej źrebak Ernie. Mały był cudowny. Siwek, miał błękitne oczy i czarną skarpetkę na jednej nodze. Oporządziłam konie, poprowadziłam Destiny na lonży. Miałam już wracać do domu kiedy zjawił się syn pracodawców.
-Cześć Bridget! - zawołał z oddali.
Ja kiwnęłam mu głową i trochę się zawstydziłam by byłam cała brudna.
- Jak tam moje konie? Nie składają żadnych zastrzeżeń na ciebie, to musi być dobrze.
- Staram się nimi zajmować jak najlepiej.
- Och, oczywiście. Głupio się pytam. Czy pojedziesz ze mną na przejażdżkę? Potrzebuję towarzystwa.
- W sumie to mogę jechać co mi tam szkodzi.- marzyłam o takiej chwili, tylko nie wiedziałam że spełni się tak szybko.
Connor pozwolił mi wziąć Molly a sam zaś dosiadł najbardziej krnąbrnej klaczy - Amante. Te imię mogło zmylić. W jej oczach płonął ogień a w sercu walka. Martwiłam się o niego ale wiedział co robi. Chyba? Wyruszyliśmy. Spokojnie kłusem po malowniczej łące na której trawa robiła się coraz zieleńsza, a kwiaty zaczęły kwitnąć. 
- Connor, według mnie wiosna to najpiękniejsza pora roku!
- Tak. Masz rację. Hmmm, zatrzymajmy się.
Zsiedliśmy z koni. Molly i Amante poszły pohasać po łąkach. On spojrzał w moje oczy tak głęboko że zobaczył kawałek mojej duszy.
- Bridget ?
- Tak, o co chodzi?
- Bo ja... No... Dobra nie będę owijać bo to i tak nie ma sensu! KOCHAM CIĘ! Zawsze cię kochałem, odkąd pamiętam. Tylko się wstydziłem. Bałem się. Jesteś inna niż te wszystkie plastiki. Szczera, miła, opiekuńcza, troskliwa i mugłbym tak wymieniać w nieskończoność. Kocham cię. - powtórzył. Tak ciepło na sercu nigdy mi nie było.
- Connor, ja ciebie też kocham i to też od dawna. Ja, przecież wiesz jestem nieśmiała i to bardzo. Też się bałam. 
Wtedy on mnie przytulił i pocałował w policzek. Byłam najszczęśliwsza na świecie. Zdarzyła mi się najlepsza rzecz od poznania Ellie. 
- Chodź Bridget, odprowadzę cię do domu. Już się ściemnia.
- Dziękuję.
Szliśmy drogą do mojego małego królestwa na skraju lasu. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
- Pokarzę ci moją klacz Daisy, chcesz?
- Masz konia? Tak, jasne chcę.
Zaprowadziłam go do stajni. Przeżyłam szok. Moja kochana staruszka oddychała resztkami sił. Czy nadszedł jej czas? Błagam nie teraz...
- Boże, pomóż jej!
- Zadzwonię po weterynarza, spokojnie. Nie płacz, uspokój się.
Przytulił mnie i czekaliśmy na wybawienie dla klaczy. Kiedy pan Brown przyjechał stwierdził że dla niej przyszedł już czas, koniec jej życia. Wyłam tak strasznie że w ogóle nie chciałam wyjść z boksu. Connor zdzwonił do matki i zapytał czy może zostać u Max'a na noc. Oczywiście potem dał znać jemu o tej sprawie. Mój ojciec był na nocnej zmianie w dorywczej pracy. Jak zwykle nie było go kiedy był potrzebny. Przy śmierci mamy było tak samo. 
- Już nie płacz, misiu.
- Zrozum to że ta stara szkapa jest moim całym życiem. To jest ostatnia istota która została mi po matce. Zrozum.
- Nie wiedziałem, spokojnie no przytul się, cicho już, spokojnie.
-Nie mogę. Jakie będzie moje życie bez niej. Jakie? Co ty byś zrobił gdyby tobie zdechła Amante albo Molly?
- I tak kiedyś zdechną. Liczę się z tym, jak najbardziej. Tez tego sobie nie wyobrażam. 
W końcu usiadłam spokojnie z tą straszną myślą. Położyłam głowę na ramieniu Connor'a i zasnęłam.
Spałam dobre osiem godzin.
- Ej, obudź się ! 
- Hmm co? - zaspana była strasznie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jego twarz. 
-Spójrz, na Daisy !
Bałam się. A co jeśli leży tylko że już martwa? Jednak nie. Ona stała sobie o własnych siłach zajadając łapczywie siano i popijając wodą. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. 
- Jeju która godzina? Daisy nie rób tak więcej bo marchewek nie dostaniesz! - szczęśliwa przytuliłam ją a potem mojego ukochanego chłopaka. Czyli weterynarz się mylił? Zawsze wiedziałam że te wykształciuchy kłamią zawsze aby tylko kasę wyciągnąć. Byłam teraz największą szczęściarą 


.......

Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :)
Jeśli chcecie 5 rozdział dajcie do tego wpisu 2 komentarze. Nie będę pracować za darmo !

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 3.


Przez ostatnie dni nie działo się nic nowego . Po łażeniu , po lesie , na most i z powrotem przeziębiłam się i to strasznie. Cały tydzień nie było mnie w szkole . Zadzwoniłam do rodziców Connor’a . Przyjęli mnie do pracy ! Tylko muszę wyzdrowieć .
Zaraz następnego dnia poszłam do szkoły było mi dużo lepiej. Na pierwszą lekcję weszłam z małym opóźnieniem . Gdy weszłam zapanowała cisza . Connor spojrzał szarmanckim spojrzeniem w moją stronę . Cornelia uśmiechała się błogo jak by czuła ulgę i zadowolenie .Tylko Ellie i Max nie patrzyli się w moją stronę tylko na siebie , wykonałam nawet porządny kawał roboty ! To była akurat godzina wychowawcza .
- Oj Bridget , Bridget . Ty znowu się spóźniłaś . – z przyjaznym uśmiechem powiedziała pani Red.
- Przepraszam , bo ja …
- Ty mi się nie tłumacz dziecko ! Pani Howkins powiedziała że masz talent muzyczny i mam coś dla ciebie .- nauczycielka podniosła kopertę i skierowała ją w moją stronę .
- C-co t-to ? – ze strachu zająknęłam się i chwyciłam kopertę .
- Przeczytaj .
Usiadłam do ławki . Ellie patrzyła się na moje drgające ręce . Wzięłam oddech i otworzyłam list. Zobaczyłam napis „Konkurs muzyczny dla gitarzystów ” . Uśmiechnęłam się jak to zobaczyłam i zmartwiłam . Konkurs miał być z zespołem w ten piątek . To tylko 5 dni na przygotowanie . Postanowiłyśmy z Ellie że założymy zespół „Escape you” bo tak nam się ta nazwa spodobała . Po lekcjach Cornelia mnie dogoniła bo chciała porozmawiać .
- Jedna rzecz mnie zastanawia … Czemu dałaś mi tego małego kociaka ? – jej oczy błyszczały jak nigdy.
- W ogóle to miałam ci go nie dawać . By byłaś wredna .
- Tak wiem .
- Ale nawet taki mały kotek zasługuje na miłość … jak Max.
- Ehh
- On walczył o ciebie , chciał się zabić . Mogłaś przynajmniej mu to powiedzieć delikatnie a nie na forum szkoły wstawiasz ! – wkurzyłam się .
- Ale ja tego na forum nie wstawiłam . Była u mnie wtedy Destiny , o nie ! To ona to wstawiła ! – była bardzo zdenerwowana.
- Ja muszę to załatwić . Cześć !
- paa !
Dalej wróciłam do domu z Ellie i przez cały dzień nic sie potem nie działo .

............


Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :)

Tak, wiem krótki to tylko wprowadzenie do następnych wydarzeń :3

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 2.


Był weekend . Ten głupi kogut nawet pieje rano w sobotę . Kiedyś go zatłukę i zrobię rosół ! Spojrzałam na moją ceglastą Nokię bo komuś zależało się ze mną skontaktować . Patrzę a tu dzwoni Max . Odebrałam . Przecież ostatnio ja mu radziłam w sprawach sercowych .
- Tak , Max ? – jeszcze zaspanym głosem się go zapytałam – Czemu dzwonisz tak wcześnie ?
- Wiedziałem że nie śpisz . Poszedłem do Corneli z tym bukietem tulipanów pod jej dom. – słyszałam że mówił głosem tak smutnym ze cały świat poszarzał nagle .
- I co ? Co powiedziała i co zrobiła Ci ta wredna żmija !- poczułam się jak jego dobra przyjaciółka .
- Powiedziała żebym się walił na ryj bo ona nie chciała by się spotykać z kimś takim jak ja .
Zrobiło mi się tak przykro , tak mu współczułam – O nie ! Tak to nie będzie Max . Już ja jej pokarzę . Coś ci jeszcze zrobiła , mów .
- Teraz ta wiadomość jest na forum szkolnym . Idę się chyba zabić , wiesz ?
- Max ty nie rób nic głupiego ! Dla tej głupiej, pustej lalki chcesz skończyć życie ?! A z reszta Ellie jest wolna .- pomyślałam że swatam Ellie i Max’a .
-Ellie !? No w sumie ona też mi sie podoba i to bardzo . Nawet chyba bardziej niż Cornelia .
- Pomogę ci ! Wezmę Ellie i przy moście masz być ! O 14 bo mam za dużo obowiązków . Pa !
- Cześć .
Wyszłam z domu . Wzięłam Daisy i poszłyśmy do lasu . Stanęłam . Spojrzałam w oczy mojej kochanej klaczki . Była dla mnie duszą mojej matki . Po chwili zamysłu i płaczu ruszyłyśmy dalej . Nagle zobaczyłam że coś się rusza w krzakach . Zostawiłam Daisy przy świerku . Podchodziłam powoli . No nie może być ! Kotka sąsiadów którzy mieszkali po drugiej stronie lasu urodziła trzy małe kociaki . Bell zdaje sie że mnie rozpoznała , wzięła małego kociaka w pyszczek i przyniosła pod moje nogi . Zamiauczała . To chyba znaczyło że mam się zaopiekować tym malutkim kociaczkiem . Nie myślałam ani chwili . Poszłam do mojej „bazy” którą zbudowałam z Ellie jak byłyśmy małe . Był tam stary kocyk . Wzięłam kocią mamę i jej dzieci do domu . Daisy zostawiłam na naszym podwórku , niech wyciągnie te stare nogi . Kotki położyłam przy kominku , żeby się rozgrzały . Dałam im jeść i siedziałam przy nich . Doszłam do wniosku że chyba mama dała mi te małe cuda . Zastanawiałam sie komu oddać te maluchy . Państwo Side na pewno by nie wzięli tych pomieszanych kociaków . Przecież Bell była rasowym kotem i brzydzili się jakimikolwiek mieszańcami . Dla nich mieszaniec to był kundel , dachowiec dla mnie nie było czegoś takiego . Każde stworzenie zasługuje na godne zachowanie nawet Cornelia . Zaraz , zaraz …. Cornelia …. To jest to ! Jej oddam małego kotka . Ona przecież tak kocha koty ! Sama ma dwa i może z tego się ucieszy . Miałam jej numer telefonu więc zadzwoniłam .
- Cornelia ? Cześć tu Bridget . – wahającym głosem wypowiedziałam to zdanie
- Tak , cześć . Czego chcesz biedaczko ! – jak zwykle chamówa na maksa .
- Czy może nie zechciałabyś kotka ? Bo znalazłam w lesie kotkę która się okociła i pomyślałam o tobie .
- Ko-ko-kotka ? Naprawdę chcesz mi go dać ?
- Tak , chcę tylko musiała byś się do mnie pofatygować .
- Dobra będę za pół godzinki . Brat mnie przywiezie ! – entuzjazm poczułam przez słuchawkę .
Cornelia była o 13 . Wybrała kota i pojechała do domu . Przeprosiła mnie i podziękowała . Nigdy nie widziałam takich pięknych przeprosin . o 13.30 wyszłam na spotkanie z Ellie i Max’em . Trzeba było to załatwić raz a dobrze ! Spotkaliśmy się na moście .
- Ellie ? Chyba chcesz coś powiedzieć Max’owi ? – zapytałam.
- N-n-n-no tak . Ma-ma-max bo ty mi się …. podobasz – to ostatnie słowo wyszeptała . Ellie zwaliła całą akcję bo się zaczęła jąkać .
Max podszedł do niej spojrzał jej głęboko w oczy , chwycił za rękę i pocałował ja w policzek . Ja nie zauważalnie się usunęłam z miejsca akcji , zostawiając im trochę prywatności . Czekałam na ojca . O 22 mój tata był w domu . Podleciałam do niego i go przytuliłam . Zawsze go przytulałam . Może chciałam załatać dziurę po mamie którą miał w sercu . Mama też tak robiła , ale chyba przywoływałam mu te wspomnienia . To była moja najukochańsza osoba .
- Tato ? Coś się stało ? – widać było po nim że tak . Przecież znam go już 14 lat .
- Kochanie , och Bridget , wyrzucili mnie z pracy . – miał łzy w oczach .
- Jak to ?
- Były zwolnienia i padło na mnie – wtedy to naprawdę sie rozpłakał . – I co my teraz zrobimy ?
- Tato nie martw się ja pójdę do jakiejś dodatkowej pracy . Po szkole .
- Jest mi wstyd . I tak nie mamy z czego żyć .
Poszłam do pokoju . Myślałam godzinami . Znalazłam w plecaku numer do rodziców Connor’a i pamiętałam że poszukiwali kogoś do koni . A ja przecież znam się na nich ! Zaczęłam czytać moją ulubioną książkę … I przy niej zasnęłam …


.......

Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :)

Miłość w cieniu marzeń. Rozdział 1.


Jest piękna , wczesna wiosna . Wszystko budzi sie  do życia . Jak ja uwielbiam wiosnę ! Jak zwykle wstałam o piątej rano . Czemu tak wcześnie ? No tak … Taki jest los biednej dziewczyny mieszkającej dwa kilometry od szkoły . W sumie to bym doszła w pół godziny , przecież mam długie nogi . Niestety mam obowiązki .  Nakarmić kury i koguta Jack’a który zawsze pieje o piątej . Mam przynajmniej budzik i nie muszę go nastawiać . Nakarmić starą szkapę , moją kochaną klaczkę – Daisy . Ona jest stara , nie wiem co zrobię jeśli zdechnie . To jedyna pamiątka po matce . A mama ? Zmarła kiedy miałam 6 lat . Pamiętam jej uśmiech , kolor oczu i chęć do życia , niestety , białaczka to poważna choroba . Dobrze że mam ojca . Trochę rozgarnięty i nadopiekuńczy ale jest dobry . To on nauczył mnie grać na gitarze , naprawiać pralkę czy odetkać zlew . No cóż obowiązki . On pracuje od dnia do nocy , kiedy miał zespół lepie nam się powodziło , ale śmierć przyjaciela zakończyła karierę „Pobitych wazonów” …
-Okej , zrobione – entuzjazm że udało mi się do 7.20 zrobić moje obowiązki. Ubrałam się i  wyszłam z domu . Wcześniejszego dnia padał deszcz i cała droga jest nie do przejścia . No ale trzeba iść . Dzisiaj przecież sa dwie kartkówki i sprawdzian . Idę teraz po moją przyjaciółkę – Ellie . Ellie znam odkąd zmarła mi matka. Jak by los odebrał mi jedno a dał drugie . Ona jest bardzo ładna . Jestem od niej trochę wyższa ale ma śliczną i przyjazną twarzyczkę . Jej można powiedzieć wszystko . Mieszka na zakręcie , pół kilometra od szkoły . Szybko doszłam . 20 minut ? Nowy rekord .
Ellie już czekała przed domem . Pomachała mi i podbiegła . Od razu zobaczyłam jej błękitne oczyska i roześmianą twarz .
-Cześć Bridget !  - jej głos od razu poprawił mi humor – Dasz mi odpisać z tej kartkówki z chemii bo nic z tego nie rozumiem ? – wyraziła to swoim żalącym się głosem i pieskimi oczami .
- Tak jasne . – i poszłyśmy do szkoły .
Dalej rozmawiałyśmy i doszłyśmy do szkoły . Byłyśmy w szatni kiedy rozległ sie dźwięk dzwonka . Pierwsza była chemia . Weszłyśmy do klasy . Pierwsze moje spojrzenie padło na Connor’a . On był boski ! Ładny a do tego inteligentny . Byłam w nim zakochana od podstawówki . Cornelia – mój największy wróg – spojrzała się się spod byka . Jak zwykle dalej jej pseudo przyjaciółeczki zaczęły się śmiać i pufać na mnie. No przecież nie mogły inaczej zacząć dnia . Dalej wszystkie lekcje przeminęły szybko . Ostatnia była muzyka . Pani Howkins zaczęła sprawdzać obecność . I zaczęła się moja niedola .
- Bridget ! Wstań ! – krzyknęła jak by zaczęło się palić . Posłusznie wstałam i moje spojrzenie stłamsiło surową nauczycielkę .
- Tak , proszę pani ? W czym mam pomóc ? – to zdanie wypowiadałam na każdej lekcji . Byłam pomocnicą naszej kochanej pani Alex. Kochałam muzykę ale tej baby nienawidziłam . Spodobało się jej wykorzystywać moją dobroć i rękę do kwiatów .
- Nie , nie potrzebuję pomocy . No chodź tu ! – jej rozkazy dołowały moją dumę . Posłusznie stanęłam przy niej , spojrzała na mnie – Słyszałam dziecino że na gitarze grasz ?
Spojrzałam się na Ellie . Widać było po niej że jest zdziwiona – Ja … Pro – proszę pani ? Ależ nie to … jakieś plotki , ja nie umiem – zaprzeczałam choć wiedziałam że jest inaczej .
- Oj Bridget , Bridget . Ty mnie nie oszukuj tylko wyciągaj ze schowka gitarę i siadaj przy mnie – znowu , rozkazy.- Zagraj mi kochanie , jakąś melodyjkę – jej wredny głos kompletnie mnie załamał .
Zagrałam kawałek 1D bo był dosyć prosty . Dziewczyny z klasy – directionerki – Vera , Monica , Claudia i Kate klaskały i krzyczały . Pokręciłam głową . Najwidoczniej to zauważyły i przestały . Cornelia , oczami zazdrości wodziła po mnie od góry do dołu . Tylko Connor , spojrzał w moje oczy a ja poczułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie . Max nasz klasowy błazen wstał , podszedł i powiedział do mnie :
- Wiedziałem że grasz i powiedziałem to pani – zaniemówiłam
- Jak mogłeś się tego dowiedzieć to była tajemnica ! – przytkną usta do mojego ucha i zaczął mówić .
- Ja wiem też ze marzysz , o byciu sławną gitarzystką , wiem ze jesteś sama z ojcem , wiem że jesteś śliczna jak cholera , wiem … że Ciebie kocham . – wyszeptał te dwa słowa . W sumie był nawet ładny ale go nie kochałam .
- Posłuchaj pogadamy po szkole , ok ? – zdezorientowana byłam w tamtym momencie .
Muzyka dobiegła końca i wyszłam z Max’em za szkołę a Ellie schowała się za rogiem .
- Słuchaj … Max , jesteś ładny , miły ale ….
- Ale co ! – przerwał mi w pół słowa
- Ja ciebie nie kocham – poczułam się jak ostatnie bydle .
- No tak , muszę się z tym liczyć . Wiesz co ? Bo ja to trochę zmyśliłem bo inaczej nie poszłabyś ze mną pogadać – zrobiło mi się lepiej ale byłam bardziej zła .
- No mów już – poczułam że muszę mu pomóc .
- Bo ty jesteś ładna i wg. mi się podoba Cornelia i nie wiem co zrobić – myślałam o jego sprawach sercowych , wiedziałam że to powie . Ale też myślałam że powie o Ellie albo chociaż by Kate . No cóż serce nie wybiera .
- Cornelia ? Tak szczerze , to wiesz że to mój wróg ? – pytanie retoryczne do Max’a to coś dla niego nowego .
- No wiem . Ale ty jesteś skryta i nikomu nie wygadasz , ufam ci ! Rozumiesz ?
- Tak rozumiem . Kup jej wielki bukiet stokrotek albo tulipanów (bałam się powiedzieć : róże , bo by ją jeszcze pokaleczył albo coś) idź pod jej dom i jej powiedz co czujesz . Tylko to jest wredne stworzenie może cię wyśmiać i potem to rozgada . – dałam mu rady jak prawdziwa kumpela .
- Tak , muszę pomyśleć , dzięki , ja lecę . Cześć – uśmiechną cię i kurc galopkiem poleciał w stronę domu .
Opowiedziałam Ellie cała zaistniałą sytuację i wracałyśmy w śpiewie przebudzonych wróbelków do domu.


.......

Zostawiajcie komentarze i w ankiecie jakość bloga :>
Z góry dziękuję :) ;3