Przepraszam, że tak długo kochani .
Nauka, nauka i coraz więcej nauki !!!
_________________________________________
Wybrałam numer na policję i dałam słuchawkę staremu Side'owi.
- Halo? Policja?
- Tak. Dzień dobry - odpowiedział głos w słuchawce.
- Chciałbym zgłosić, że w moim domu są złodzieje i pojmali wcześniej córki moich sąsiadów i zamknęli w piwnicy. Jednego dziewczynki otumaniły i zatrzasnęły w pomieszczeniu a drugi rozpija się w mojej kuchni winem z lat '70. Nie wiem czy coś ukradli, ponieważ zostaliśmy z moją żoną związani.
- Dobrze. Proszę zostać w pomieszczeniu i nigdzie się nie ruszać. Już jedziemy.
Przerwał połączenie. Na jego pomarszczonym czole pojawiły się jeszcze większe zmarszczki i krople potu. Widać było że się zdenerwował. Ja miałam w głowie istny bałagan. Przypomniało mi się że mam telefon w kieszeni. Zadzwoniłam do ojca.
- Cześć tato.
- Bridget? To ty? Nic ci nie jest ? - powiedział, a ja wyczuwałam przez słuchawkę jego zdenerwowanie.
- Tak to ja. Nic mi nie jest i Ellie też. Przyjedzcie pod dom Side'ów.
-To dobrze. Po co pod ich dom ? Nie rozumiem.
-Nie marudź tylko przyjeżdżajcie.
Zakończyłam wciskając czerwony przycisk komórki. Postanowiłam, że zejdę na dół i zwiedzę co tam u złoczyńców którzy nas porwali.
- Ell, idę na zwiady zostań tu - ona na te słowa pokręciła głową i odwróciła się plecami.
Nie chciała mieć więcej do czynienia z tymi facetami. Nadal była w szoku. Wymknęłam się z sypialni. Szłam korytarzem, gustownie urządzonym z piękną tapetą. Drewniana podłoga to był raczej nowatorski wymysł starego małżeństwa. Była bowiem wykonana ze starych beczek i na drewnianych klepkach widniały pieczęcie po najznamienitszych winiarniach w całej Francji. Cały ten dom był najdziwniejszym w okolicy ale no cóż mieli swoje marzenia i pasje i dobrze że je realizowali na stare lata.
Kiedy zeszłam na parter Bernie nadal siedział a raczej leżał w kuchni. Również pobiegłam zobaczyć co z Jack'iem. Zajrzałam przez dziurkę od klucza. Nadal leżał na ziemi. Potem bardzo szybko pobiegłam na górę. Umierałam ze strachu.
- I co kochanieńka? - zapytała pani Elizabeth troskliwym głosem.
- Właściwie to obaj są nieprzytomni.
Podeszłam do okna. Czekałam na wybawienie od policji a minuty się dłużyły w nieskończoność.
Wreszcie zobaczyłam czerwono-niebieski lampki. Wysiedli z samochodów i dali nan do zrozumienia żebyśmy pozostali w środku. Ja jednak wymknęłam się z pokoju.
Usiadłam na schodach i obsrwowałam całą sytuację. Właśnie wyprowadzali Berniego i Jack'a który ledwo zarejestrował co się z nim działo. Wbiegłam znowu na górę.
- Już jest dobrze ! Właśnie ich wyprowadzają.
Gdy wypowiedziałam to zdanie wszedł do pokoju gruby policjant ze stopniem inspektora. Rozejrzał się i rzekł :
- To byli bardzo groźni przestępcy. Właśnie ich szukaliśmy. Ostatnio ukradli obraz Kossaka z muzeum. Gratuluję państwu i wręczę później nagrodę pieniężną. Och ! Przepraszam nie przedstawiłem się ! Inspektor Maurycy Fischer.
- Dobrze tylko że to nie nasza zasługa za złapanie tych złych ludzi - powiedziała pani Side łagodnym głosem - to zasługa tych dwóch, odważnych dziewczynek. Bridget i Ellie.
- Ra-raczej nie moja - odezwała się El - tylko Bridget.
Maurycy Fischer podszedł do mnie, uścisnął mi dłoń.
- No dobra robota !
- Ale...
- Oj, jakaś ty skromna. Gdzie mieszkasz ?
- Na skraju lasu. Na przeciwko.
-Zaraz, zaraz to ty jesteś córką Alex,a ?
- Tak. O co chodzi?
- A ty mnie pewnie nie pamiętasz. Jestem Gwizdek, przyjaciel twojego ojca, kiedyś prowadziliśmy zespół pamiętasz?
- Tak oczywiście! Mój tata ostatnio właśnie narzekał że nie ma z kim pogadać.
W tym momencie wbiegł mój ojciec. Był cały spocony i czapkę miał krzywo naciągniętą na głowę. Podszedł i przytulił mnie tak mocno że ledwo mogłam oddychać.
- Ej ?! Nic mi nie jest.
- Ja się tak przestraszyłem.
Jego wzrok padł na inspektora.
- Gwizdek ?
- Alex, stary kumplu ! - jego uśmiech wtedy był jak wielki banan.
Oni rozmawiali a ja zastanawiałam się, cóż to może być za nagroda. Pieniądze? Przydały by się nam. Moje myśli przerwał potężny głos Maurycego.
- Ci przestępcy byli bardzo źli. No... wynagrodzenie jest .... spore.
- O jakiej wartości? - powiedział z ciekawości mój ojciec.
- 100 000... tyle. Tylko że ...
- O Jezu ! Co my z tym zrobimy ?
- Nie dokończyłem. Nie w złotych.... w dolarach.
Mojego tatę zamurowało. 100000 w USD ? To musi być sen.
- Alex, mam do ciebie jeszcze pewną sprawę ...
Wyszli. Ellie coś mi mówiła ale mój mózg się zamknął.
Byłam kompletnie roztrzęsiona. Teraz weszli rodzice Ell.
Już nie słuchałam. Błagałam mojego ojca w myślach, żeby zabrał mnie do domu.
- No Bridget, chodź do domu.
- Już idę.
Pożegnał się ze wszystkimi ale jeszcze Maurycy krzykną :
- Jutro przyjadę do ciebie z całą sumą !
Szliśmy szosą a Księżyc świecił tak pięknie, że nie można było myśleć o tym co było parę godzin wcześniej.
________________________________________
Ludu , macie to dokończenie. :D
Następny rozdział za max. 4 komentarze.
Nie jestem robotem który pracuje za darmo ! :3
- Cześć tato.
- Bridget? To ty? Nic ci nie jest ? - powiedział, a ja wyczuwałam przez słuchawkę jego zdenerwowanie.
- Tak to ja. Nic mi nie jest i Ellie też. Przyjedzcie pod dom Side'ów.
-To dobrze. Po co pod ich dom ? Nie rozumiem.
-Nie marudź tylko przyjeżdżajcie.
Zakończyłam wciskając czerwony przycisk komórki. Postanowiłam, że zejdę na dół i zwiedzę co tam u złoczyńców którzy nas porwali.
- Ell, idę na zwiady zostań tu - ona na te słowa pokręciła głową i odwróciła się plecami.
Nie chciała mieć więcej do czynienia z tymi facetami. Nadal była w szoku. Wymknęłam się z sypialni. Szłam korytarzem, gustownie urządzonym z piękną tapetą. Drewniana podłoga to był raczej nowatorski wymysł starego małżeństwa. Była bowiem wykonana ze starych beczek i na drewnianych klepkach widniały pieczęcie po najznamienitszych winiarniach w całej Francji. Cały ten dom był najdziwniejszym w okolicy ale no cóż mieli swoje marzenia i pasje i dobrze że je realizowali na stare lata.
Kiedy zeszłam na parter Bernie nadal siedział a raczej leżał w kuchni. Również pobiegłam zobaczyć co z Jack'iem. Zajrzałam przez dziurkę od klucza. Nadal leżał na ziemi. Potem bardzo szybko pobiegłam na górę. Umierałam ze strachu.
- I co kochanieńka? - zapytała pani Elizabeth troskliwym głosem.
- Właściwie to obaj są nieprzytomni.
Podeszłam do okna. Czekałam na wybawienie od policji a minuty się dłużyły w nieskończoność.
Wreszcie zobaczyłam czerwono-niebieski lampki. Wysiedli z samochodów i dali nan do zrozumienia żebyśmy pozostali w środku. Ja jednak wymknęłam się z pokoju.
Usiadłam na schodach i obsrwowałam całą sytuację. Właśnie wyprowadzali Berniego i Jack'a który ledwo zarejestrował co się z nim działo. Wbiegłam znowu na górę.
- Już jest dobrze ! Właśnie ich wyprowadzają.
Gdy wypowiedziałam to zdanie wszedł do pokoju gruby policjant ze stopniem inspektora. Rozejrzał się i rzekł :
- To byli bardzo groźni przestępcy. Właśnie ich szukaliśmy. Ostatnio ukradli obraz Kossaka z muzeum. Gratuluję państwu i wręczę później nagrodę pieniężną. Och ! Przepraszam nie przedstawiłem się ! Inspektor Maurycy Fischer.
- Dobrze tylko że to nie nasza zasługa za złapanie tych złych ludzi - powiedziała pani Side łagodnym głosem - to zasługa tych dwóch, odważnych dziewczynek. Bridget i Ellie.
- Ra-raczej nie moja - odezwała się El - tylko Bridget.
Maurycy Fischer podszedł do mnie, uścisnął mi dłoń.
- No dobra robota !
- Ale...
- Oj, jakaś ty skromna. Gdzie mieszkasz ?
- Na skraju lasu. Na przeciwko.
-Zaraz, zaraz to ty jesteś córką Alex,a ?
- Tak. O co chodzi?
- A ty mnie pewnie nie pamiętasz. Jestem Gwizdek, przyjaciel twojego ojca, kiedyś prowadziliśmy zespół pamiętasz?
- Tak oczywiście! Mój tata ostatnio właśnie narzekał że nie ma z kim pogadać.
W tym momencie wbiegł mój ojciec. Był cały spocony i czapkę miał krzywo naciągniętą na głowę. Podszedł i przytulił mnie tak mocno że ledwo mogłam oddychać.
- Ej ?! Nic mi nie jest.
- Ja się tak przestraszyłem.
Jego wzrok padł na inspektora.
- Gwizdek ?
- Alex, stary kumplu ! - jego uśmiech wtedy był jak wielki banan.
Oni rozmawiali a ja zastanawiałam się, cóż to może być za nagroda. Pieniądze? Przydały by się nam. Moje myśli przerwał potężny głos Maurycego.
- Ci przestępcy byli bardzo źli. No... wynagrodzenie jest .... spore.
- O jakiej wartości? - powiedział z ciekawości mój ojciec.
- 100 000... tyle. Tylko że ...
- O Jezu ! Co my z tym zrobimy ?
- Nie dokończyłem. Nie w złotych.... w dolarach.
Mojego tatę zamurowało. 100000 w USD ? To musi być sen.
- Alex, mam do ciebie jeszcze pewną sprawę ...
Wyszli. Ellie coś mi mówiła ale mój mózg się zamknął.
Byłam kompletnie roztrzęsiona. Teraz weszli rodzice Ell.
Już nie słuchałam. Błagałam mojego ojca w myślach, żeby zabrał mnie do domu.
- No Bridget, chodź do domu.
- Już idę.
Pożegnał się ze wszystkimi ale jeszcze Maurycy krzykną :
- Jutro przyjadę do ciebie z całą sumą !
Szliśmy szosą a Księżyc świecił tak pięknie, że nie można było myśleć o tym co było parę godzin wcześniej.
________________________________________
Ludu , macie to dokończenie. :D
Następny rozdział za max. 4 komentarze.
Nie jestem robotem który pracuje za darmo ! :3